Szklarska Poręba - odpoczynek, recenzja
Co w dzisiejszym poście? Otóż, napiszę kilka słów o moim ,,feriowym" wypadzie na narty.
Ostatnimi czasy mój ukochany ciągle mówił o wypadzie na narty...hymmm nie widziałam żadnych przeciwwskazań.
Naukę na nartach zaczęłam.....a w zasadzie to chyba nigdy nie zaczęłam podsumowując cały wypad :D. Raz byłam z rodzicami na 'nartach". Wzięliśmy nawet instruktora. Cała nasz czwórka z zaciętością próbowała swoich sił na dwóch deskach . Co o dziwo najlepiej szło mojej siostrze, wtedy miała możne z 8-9 lat. Ja ...14-15. Więc stwierdziłam, że zapewne takich rzeczy się nie zapomina, wystarczy założyć, przypomnieć i siup z ,,górki na pazurki'' ;) Niestety rzeczywistośc okazała sie zdecydowanie inna.
Zacznę może od miejsca w którym się zatrzymaliśmy.
Rezerwacji dokonaliśmy przez booking.com . Jako miasto docelowo wybraliśmy Szklarską Porębę.
Na kwaterę wybraliśmy ,,Willa Hanka".
ZAKWATEROWANIE : WILLA HANKA
Na dzień dobry przywitała nas jakiś młodzieniaszek, który opowiedział nam co i jak. Był przy tym lekko zdenerwowany ( przynajmniej odniosłam takie wrażenie) mówił dość szybko i nie wyraźnie. Dostaliśmy pokój nr 1. Nie do końca byłam usatysfakcjonowana nr pokoju , zważając ze był przy samych drzwiach wiatrołapu i drzwiach wyjściowych, wiec słyszeliśmy kto kiedy wychodził i wchodził, więc o pospaniu trochę dłużej nie było mowy. Chyba, ze ktoś ma mocny sen :). Ogólnie pokój ładny, czysty, bardzo ciepło co dla mnie jako największego zmarzlucha to bardzo duży plus. Dość duży tv, lodówka, czajniczek. Łazienka bardzo fajna, tylko nie działa im chyba wentylacja. W ofercie posiadają śniadania w formie stołu szwedzkiego w cenie 22zł co uważam za lekkie przegięcie jak za śniadanie. Więc rano chodziliśmy po świeże bułki do piekarni oddalonej od Willi ok 50m. Budynek mieści się bardzo blisko centrum.
GOSPODA MARCELA
Na obiado- kolacje postanowiliśmy chodzić codziennie do innego lokalu. W związku z napiętym budżetem omijaliśmy kanjapy z horyzontalnymi cenami. Jako pierwszy cel obiadowo - kolacyjny obraliśmy ,,Gospodę Marcela". Gdy weszliśmy były raptem 4 osoby, co dało mi do myślenia, ale sie nie zraziłam. Wystrój lokalu pozostawia dużo do życzenia. Kolory smutne, przytłaczające i monotonne, miałam nadzieję, ze chociaż jedzenie bedą mieli ok. W menu nic ciekawego.
Wybraliśmy więc danie dnia ( były dwa do wyboru). Ja jako wielbiciel rybki wybrałam pstrągą z frytkami i bukietem surówek, natomiast Mój mięsożerca ;) pierś panierowaną z kurczaka. Zamówienie realizowane był dość szybko. Ilości na talerzu ok. Zaserwowany mi talerz cieszył ,,miche" :) Rybka elegancka do czasu.... niestety okazała się surowa z krwią!!
Nie jestem osobą, która urządza ''paniczne scenerie"wieć poprosiłam do stolika panią kelnerkę i poinformowałam, że rybka jest niestety surowa. Pani przerosiła, zabrała talerz i zapytała czy w takim razie chcę czegoś innego. Odmówiłam. Chyba straciłam apetyt. Dobrze , że zdążyłam kilka frytek wciągnąć :D Tyle z mojego obiadu :|
Natomiast ,,Mięsożerca" był bardzo zadowolony. Tak mu smakowała , że kolejnego dnia też chciał zagościć w ,,Gospodzie Marcela". Aaaaa zapomniałabym, że dostaliśmy też zupy. Rosół i flaki. Duża porcja i bardzo dobre ( więc nie byłam aż tak głodna ;) ). Brak możliwości płatności kartą.
MŁYN ŁUKASZA
Tu zawitaliśmy na wieczorne % :) Wystrój klimatyczny. Baaardzo dużo ludzi, ciężko o stolik choć do końca nie rozumiem dlaczego. Wzięliśmy frytki - dużo było na talerzu jak za 6 zł, także polecam! Piwo z miodem, które wybrałam na napój niestety nie powalił. ,,Mięsożerca " wybrał nalewkę malinową. Po jej skosztowaniu zastanawiałam się czy nie wypluć. Smakowało jak zabarwiony na malinowo spirytus. Moja mama robi prawdziwą malinówkę więc wiem co mówię, zresztą później to samo stwierdził ,,Mięsożerca". Maliny , które znajdowały się w ''malinówce" nie były owocami, które powinny by przesiąknięte aromatem i smakiem nalewki. Były chyba rozmrażane w mikrofali i wrzucone do napoju. Ochyda!
PIZZERIA ALFREDO
Pizza, pizza, pizza!!! - wołał ,,Mięsożerca". No dooobra niech będzie ta pizza. Poszukiwania lokalu trochę trwały zanim zdecydowaliśmy się na Alfredo. Lokal podzielony i oddzielony na pizzerie i restauracje. Wystrój pizzeri nowoczesny, stylowy. Natomiast pizza.....no cóż... Zamawiając hawajską ( jaką zmówił ,,Mięsożerca" nie pamiętam ) i czytając wcześniejsze recenzje na facebooku spodziewałam się dobrej pizzy. Niestety kolejny nasz wybór okazał się niewypałem. Szynka na pizzy to chyba tyrolska mielonka z biedronki, ananasa tyle co kot napłakał. Za cenę i smak tej pizzy i ''renomę" jaką stwarzał właściciel to.....dziękuje, wychodzę ! Więcej nie wrócę. Samo oczekiwanie na pizze trwało bardzo długo. Na same napoje czekaliśmy około 15 min! Po skończonym posiłku nie zdążyliśmy wstać od stołu jak wszystko ostało zabrane. Trochę to nie eleganckie. Porcje małe (choć przy ''jakości' jedzenia to może i dobrze ).
KROKUS
Wystrój bardzo ładny. Jedzenie dobre. Moją uwagę zwróciła kelnerka, która ciągle się patrzyła na moja osobę ;) trochę było to krępujące. Brak możliwości płatności kartą.
KARCZMA KARKONOSKA
Niby klimat ma, ale jak dla mnie a mało przytulnie. Jeśli nie ma wolnego stolika można poczekać przy barze i gdy zwolni się miejsce kelnerka zaprasza do stolika. Wejście z tzw. buta jest tu nie możliwe o ile ktoś już czeka w kolejce na stolik. Jedzenie...mój wybór zapiekanej baraniny okazał sie mdły i suchy....nie mogłam tego zjeść. Obsługa szybka i kontaktowa.
Ostatnimi czasy mój ukochany ciągle mówił o wypadzie na narty...hymmm nie widziałam żadnych przeciwwskazań.
Naukę na nartach zaczęłam.....a w zasadzie to chyba nigdy nie zaczęłam podsumowując cały wypad :D. Raz byłam z rodzicami na 'nartach". Wzięliśmy nawet instruktora. Cała nasz czwórka z zaciętością próbowała swoich sił na dwóch deskach . Co o dziwo najlepiej szło mojej siostrze, wtedy miała możne z 8-9 lat. Ja ...14-15. Więc stwierdziłam, że zapewne takich rzeczy się nie zapomina, wystarczy założyć, przypomnieć i siup z ,,górki na pazurki'' ;) Niestety rzeczywistośc okazała sie zdecydowanie inna.
Zacznę może od miejsca w którym się zatrzymaliśmy.
Rezerwacji dokonaliśmy przez booking.com . Jako miasto docelowo wybraliśmy Szklarską Porębę.
Na kwaterę wybraliśmy ,,Willa Hanka".
ZAKWATEROWANIE : WILLA HANKA
Na dzień dobry przywitała nas jakiś młodzieniaszek, który opowiedział nam co i jak. Był przy tym lekko zdenerwowany ( przynajmniej odniosłam takie wrażenie) mówił dość szybko i nie wyraźnie. Dostaliśmy pokój nr 1. Nie do końca byłam usatysfakcjonowana nr pokoju , zważając ze był przy samych drzwiach wiatrołapu i drzwiach wyjściowych, wiec słyszeliśmy kto kiedy wychodził i wchodził, więc o pospaniu trochę dłużej nie było mowy. Chyba, ze ktoś ma mocny sen :). Ogólnie pokój ładny, czysty, bardzo ciepło co dla mnie jako największego zmarzlucha to bardzo duży plus. Dość duży tv, lodówka, czajniczek. Łazienka bardzo fajna, tylko nie działa im chyba wentylacja. W ofercie posiadają śniadania w formie stołu szwedzkiego w cenie 22zł co uważam za lekkie przegięcie jak za śniadanie. Więc rano chodziliśmy po świeże bułki do piekarni oddalonej od Willi ok 50m. Budynek mieści się bardzo blisko centrum.
GOSPODA MARCELA
Na obiado- kolacje postanowiliśmy chodzić codziennie do innego lokalu. W związku z napiętym budżetem omijaliśmy kanjapy z horyzontalnymi cenami. Jako pierwszy cel obiadowo - kolacyjny obraliśmy ,,Gospodę Marcela". Gdy weszliśmy były raptem 4 osoby, co dało mi do myślenia, ale sie nie zraziłam. Wystrój lokalu pozostawia dużo do życzenia. Kolory smutne, przytłaczające i monotonne, miałam nadzieję, ze chociaż jedzenie bedą mieli ok. W menu nic ciekawego.
Wybraliśmy więc danie dnia ( były dwa do wyboru). Ja jako wielbiciel rybki wybrałam pstrągą z frytkami i bukietem surówek, natomiast Mój mięsożerca ;) pierś panierowaną z kurczaka. Zamówienie realizowane był dość szybko. Ilości na talerzu ok. Zaserwowany mi talerz cieszył ,,miche" :) Rybka elegancka do czasu.... niestety okazała się surowa z krwią!!
Nie jestem osobą, która urządza ''paniczne scenerie"wieć poprosiłam do stolika panią kelnerkę i poinformowałam, że rybka jest niestety surowa. Pani przerosiła, zabrała talerz i zapytała czy w takim razie chcę czegoś innego. Odmówiłam. Chyba straciłam apetyt. Dobrze , że zdążyłam kilka frytek wciągnąć :D Tyle z mojego obiadu :|
Natomiast ,,Mięsożerca" był bardzo zadowolony. Tak mu smakowała , że kolejnego dnia też chciał zagościć w ,,Gospodzie Marcela". Aaaaa zapomniałabym, że dostaliśmy też zupy. Rosół i flaki. Duża porcja i bardzo dobre ( więc nie byłam aż tak głodna ;) ). Brak możliwości płatności kartą.
MŁYN ŁUKASZA
Tu zawitaliśmy na wieczorne % :) Wystrój klimatyczny. Baaardzo dużo ludzi, ciężko o stolik choć do końca nie rozumiem dlaczego. Wzięliśmy frytki - dużo było na talerzu jak za 6 zł, także polecam! Piwo z miodem, które wybrałam na napój niestety nie powalił. ,,Mięsożerca " wybrał nalewkę malinową. Po jej skosztowaniu zastanawiałam się czy nie wypluć. Smakowało jak zabarwiony na malinowo spirytus. Moja mama robi prawdziwą malinówkę więc wiem co mówię, zresztą później to samo stwierdził ,,Mięsożerca". Maliny , które znajdowały się w ''malinówce" nie były owocami, które powinny by przesiąknięte aromatem i smakiem nalewki. Były chyba rozmrażane w mikrofali i wrzucone do napoju. Ochyda!
PIZZERIA ALFREDO
Pizza, pizza, pizza!!! - wołał ,,Mięsożerca". No dooobra niech będzie ta pizza. Poszukiwania lokalu trochę trwały zanim zdecydowaliśmy się na Alfredo. Lokal podzielony i oddzielony na pizzerie i restauracje. Wystrój pizzeri nowoczesny, stylowy. Natomiast pizza.....no cóż... Zamawiając hawajską ( jaką zmówił ,,Mięsożerca" nie pamiętam ) i czytając wcześniejsze recenzje na facebooku spodziewałam się dobrej pizzy. Niestety kolejny nasz wybór okazał się niewypałem. Szynka na pizzy to chyba tyrolska mielonka z biedronki, ananasa tyle co kot napłakał. Za cenę i smak tej pizzy i ''renomę" jaką stwarzał właściciel to.....dziękuje, wychodzę ! Więcej nie wrócę. Samo oczekiwanie na pizze trwało bardzo długo. Na same napoje czekaliśmy około 15 min! Po skończonym posiłku nie zdążyliśmy wstać od stołu jak wszystko ostało zabrane. Trochę to nie eleganckie. Porcje małe (choć przy ''jakości' jedzenia to może i dobrze ).
KROKUS
Wystrój bardzo ładny. Jedzenie dobre. Moją uwagę zwróciła kelnerka, która ciągle się patrzyła na moja osobę ;) trochę było to krępujące. Brak możliwości płatności kartą.
KARCZMA KARKONOSKA
Niby klimat ma, ale jak dla mnie a mało przytulnie. Jeśli nie ma wolnego stolika można poczekać przy barze i gdy zwolni się miejsce kelnerka zaprasza do stolika. Wejście z tzw. buta jest tu nie możliwe o ile ktoś już czeka w kolejce na stolik. Jedzenie...mój wybór zapiekanej baraniny okazał sie mdły i suchy....nie mogłam tego zjeść. Obsługa szybka i kontaktowa.

Komentarze
Prześlij komentarz